sobota, 20 lutego 2016

Rozdział 4

Uśmiechając się do niej postawiłem na kuchenną wysepkę górę naleśników, sos klonowy i sok pomarańczowy, w czasie gdy ona usiadła na jednym z stołków barowych. Usiadłem naprzeciwko niej życząc jej smacznego, co odwzajemniła swoim uśmiechem. Po skończonym posiłku zacząłem zmywać, a gdy skończyłem zorientowałem się, że nie ma ze mną już dziewczyny. Wyszedłem z niej kierując się od razu na taras widząc otwarte szklane drzwi.

Tak jak sądziłem na dworze stała Rose na samym środku trawnika podziwiając pracę naszego ogrodnika. Oparłem się o framugę szklanych drzwi prowadzących do ogródka, śledząc każdy jej ruch. Miała w sobie coś takiego co sprawiało, że na moje usta cisnęło się jedno słowo. "Anioł" . Była taka niewinna, a jej twarz była taka delikatna, jednak było w niej jeszcze coś takiego co mówiło, że jest twardą i niezależną kobietą.

Po chwili odwróciła się do mnie bokiem uśmiechając się do mnie. Ten uśmiech był pełen tajemnic. Nie mogłem jej rozgryźć. To tak jakby to ona miała cały świat w swoich rękach, a ja byłem tym który chcę się dobrać do tej władzy, z marnym skutkiem. Kiwnęła swoją głową na znak żebym do niej podszedł, co zrobiłem od razu.

-Pięknie tu.- To były jej pierwsze słowa jakie usłyszałem, gdy stałem już obok niej.

-Tak, to prawda. Piękna praca ogrodnika. Nie myśl, że moja mama jest taką wspaniałą kobietą, jeśli wiesz o co mi chodzi.- Na moje słowa dziewczyna lekko się zaśmiała, zerkając na mnie dosłownie na parę sekund.

-Jesteśmy skazani na siebie.- Odparłem.

-Domyślam się. Ale myślałam, że będzie inaczej.- Powiedziała patrząc ciągle przed siebie.

-To znaczy ?- Spytałem nie wiedząc o co jej chodzi.

-To twój ojciec miał się mną opiekować, nie ty.-W tamtym momencie zacząłem się zastanawiać dla czego Ojciec tak postąpił, ale nic co przyszło mi do głowy nie było na tyle sensowne abym mógł w to uwierzyć.

-Jesteś rozczarowana ?-Spytałem.

-Nie. Chociaż wyobrażałam sobie to nieco inaczej.- W jej głosie dało się wyczuć coś na podobieństwo złości, tak jakby coś nie poszło po jej myśli, ale od razu wiedziała jakie może być drugie rozwiązanie, które od razu zaakceptowała.

-Wybacz, sam nie wiedziałem, że tak głupio wyjdzie.- Taka była prawda. Skąd mogłem wiedzieć, że pewnego dnia będę mieszkał pod jednym dachem z jakąś dziewczyną już ją mając. Nie miałem kursu na super niańkę, więc może być ciężko, ale to duża dziewczynka i chyba sobie poradzi, a ja będę mógł zająć się własnymi sprawami. Chyba.

-Nie przeszkadza mi to. Chodzi mi o to, że dopóki nie ma tu twojego ojca jestem tu uwięziona.- Odpowiedziała cicho wzdychając.

-Rozumiem.-Odparłem, postanawiając wrócić do środka. Po kilku minutach do domu wróciła także Rose, gdy ja rozmawiałem z Lily przez telefon chcąc się z nią umówić. Chciałem z nią porozmawiać. Trochę dziwnie zaczęło się dziać między nami, a tego nie chciałem. Ubierając na swoje stopy białe buty, powiedziałem dziewczynie, gdzie może znaleźć mój numer gdyby coś się działo i gdzie jest apteczka w razie gdyby chciała zmienić swoje opatrunki.

Wychodząc z domu od razu ruszyłem do swojego auta, które stało na podwórku. Wsiadłem za kierownicę, odpaliłem silnik i już po chwili włączyłem się do ruchu. Po piętnastu minutach znalazłem się przed drzwiami od domu mojej dziewczyny. Pukając dwa razy w brązowe drzwi, po chwili w nich pojawiła się kobieta którą bardzo kochałem i miałem ochotę spędzić z nią cały wieczór.

-Cześć kochanie.- Powiedziała pierwsza i od razu do mnie podeszła składając na moich ustach krótki, lecz namiętny pocałunek, którego nie zdążyłem odwzajemnić.

-Witam księżniczkę.- Powiedziałem uśmiechając się do niej w sposób, który uwielbiała by zaraz usłyszeć jej śmiech.

-Chodź lepiej do środka i zrób coś z tym dziwnym uczuciem między moimi nogami.- Wyszeptała wprost do mojego ucha, a ja z lubieżnym uśmiechem na ustach złapałem ją za pośladki w efekcie czego oplotła swoje nogi wokół mojego pasa. Wszedłem do środka, a drzwi zamknąłem nogą od razu wpijając się w jej słodkie usta, za którymi zdążyłem się cholernie stęsknić.

Kilka kroków, wejście po schodach i w końcu znaleźliśmy się w jej sypialni, zamykając się w niej na kilka godzin. Była teraz tylko moja.

Zegarek wskazywał dwudziestą trzecią, a my nadal zamknięci w czterech ścianach byliśmy pochłonięci obdarowywaniem siebie nawzajem drobnymi pieszczotami, których wcale nie mieliśmy dość po tym jak przez kilka godzin skrzypiał materac, a łóżko całe chodziło.

Całowałem jej szyję, trzymając ją mocno w pasie. Nie pominąłem ani jednego kawałka jej skóry, jak i również nie było miejsca na jej ciele, gdzie by moje usta nie zawitały.

-Chris ?- Spytała cichutko po chwili jęcząc mi do ucha, gdy przegryzłem lekko jej idealnie gładką skórę.

-Tak kochanie ?- Odpowiedziałem pytaniem na pytanie między pocałunkami. Nigdy nie miałem dość tej kobiety. Miała mnie całego. Byłem cały jej. A ona cała moja.

-Zostaniesz na noc ?- Słysząc jej pytanie nieco się wzdrygnąłem uświadamiając sobie, że w moim domu jest Rose.

-Przepraszam cię kochanie, ale nie mogę, zaraz będę musiał się zbierać.- Moja odpowiedź widocznie się jej nie spodobała, gdyż odepchnęła mnie od siebie patrząc na mnie z wyczekującym wzrokiem.

-Dla czego ?- Spytała marszcząc brwi.- Twoich rodziców nie ma jak zwykle,a ty... błagam jesteś dorosłym facetem, a nie nastolatkiem, który musi wracać do domu na noc mimo wszystko.- Miała rację, ale to nie o to chodziło. Nie mogłem zostawić Rose samą, dużo przeszła i nie wiem co by mogło jej odbić albo coś się stać. Wiedziałem, że muszę ją chronić, mimo, że ojciec nie raczył mi wyjaśnić parę kwestii. Była sama w wielkim domu, myśląc pewnie, że ludzie którzy zrobili jej krzywdę znajdą ją.

-Nie chcę ci na razie o tym mówić, ale ja już na prawdę muszę iść.- Wstałem z łóżka, szybko się ubrałem, a zanim wyszedłem z jej mieszkania, pocałowałem ją na pożegnanie prosząc aby się na mnie nie gniewała. Nie chciałem się z nią kłócić. To by było bez sensu.

Będąc z powrotem w domu do moich uszu dotarła nie za głośna muzyka dobiegająca z salonu. Od razu kierując się w tamtym kierunku, nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem. Rose ubrana jedynie w seksowną bieliznę tańczyła na stole w rytm muzyki jaka dobiegała z głośników. Nie mogłem oprzeć się temu widokowi. Swoim wzrokiem śledziłem każdy jej ruch i to jak brała łyk za łykiem bursztynowej cieczy. Była kompletnie pijana co sprawiło, że chciało mi się śmiać. Była tak cholernie niewinna, pokazując jak cholernie jej ciało jest seksowne.

Minęło parę minut, a dziewczyna w końcu mnie zauważyła. Na początku zrobiła duże oczy, jednak od razu uśmiechnęła się do mnie obgryzając niewinnie swój paznokieć u kciuka. Chciała odwrócić się w moją stronę jednak była tak we mnie wpatrzona, że nie zauważyła, że znajdowała się na brzegu stołu, a jej obrót skończyłby się upadkiem, gdyby nie ja. W porę zdążyłem ją złapać patrząc prosto w jej oczy tak jak ona to robiła teraz.

-Niegrzeczna dziewczynka...